piątek, 15 stycznia 2010

Śladami Krzysztofa Kamila

Większość z nas wie, kto ze sławnych ludzi obchodzi urodziny tego samego dnia co my. Ja od dziecka bardzo się tym interesowałam. Więcej - nawet odczuwałam szczególną więź z moimi "urodzinowymi" braćmi - Augustem Strindbergiem i Krzysztofem Kamilem Baczyńskim (potem dowiedziałam się że są wśród nich także m.in: Rasputin /?!/, Jim Jarmusch i Michael Hutchence /no zdecydowanie lepiej.../). Nawet usiłowałam zapoznać się z dorobkiem literackim dwóch pierwszych Panów - z różnym skutkiem, szczerze mówiąc...
Mentalnie szczególnie bliski był mi Krzysztof Kamil - artystyczna dusza, która marzyła o studiach na ASP (tak jak ja) i namiętny wagarowicz nie lubiący chodzić do szkoły (tak jak ja!). Wertowałam jego biografię i zastanawiałam się jakim był człowiekiem.
A co to ma wspólnego z rynkiem nieruchomości? Ano ma :-) Właściciele pewnego przepięknego mieszkania przy ulicy Hołówki na Dolnym Mokotowie w swoim ogłoszeniu wspomnieli iż w ich kamienicy mieszkał kiedyś śp. Krzysztof Kamil.
Wśród masy agentów dzwoniących z propozycją współpracy ja zostałam ochrzczona "panią od urodzin Baczyńskiego" co stało się moją "przepustką" do mieszkania. I tak - dzięki mojemu urodzinowemu powinowactwu z młodym Poetą, miałam zaszczyt i wielką przyjemność zapoznać się z tym niezwykłym mieszkaniem i nawiązać współpracę z Właścicielami. :-)))
Wrażenia w skrócie: przestrzeń, światło, cisza, art deco. I ta łazienka!!!! Szapo ba, naprawdę.
Zdjęcia i opis do obejrzenia tu: http://www.domiporta.pl/details,191,111026729-mieszkanie-Warszawa.asp

środa, 13 stycznia 2010

Dziecięce marzenia

Jako dziecko marzyłam żeby mieszkać na Starówce. Była dla mnie taka magiczna. Z domkami jak z bajki i niezwykłym klimatem. Mieszkania na Starówce są drogie ale ostatnio pojawiło się coś na co teoretycznie byłoby mnie stać (gdyby nie kredyt na mieszkanie przy ukochanej Racławickiej....). Małe ale zgrabne i bardzo wysokie mieszkanie z oknami (oryginalnymi skrzynkowymi!) na Skwer Hoovera. To jedna z tych cudnych przytulonych do siebie kamieniczek z wejściami od ul. Koziej. Ech... rozmarzyłam się...

Tak to z tymi mieszkaniami jest, że najczęściej mają być czymś dużo więcej niż tylko dachem nad głową. Kiedy już się wydaje te kosmiczne pieniądze chciałoby się, żeby mieszkanie trafiało w to, co człowiekowi w duszy siedzi (często jeszcze od dziecka ;-). I czasami są to - z perspektywy racjonalnie myślącego inwestora, który bierze wszystko na zimno - wybory irracjonalne. Czasami poszukujący mieszkania jest w stanie zrezygnować z kilku punktów ze swojej "sztywnej" listy, bo dojrzał w mieszkaniu to "coś". Moje zadanie w tym wszystkim? Wczuć się w klienta i jego potrzeby, zestroić i pokazać mieszkanie, w którym to "coś" dojrzy. Jak dotąd wychodzi mi to całkiem nieźle. :-)

Więcej info o mieszkaniu na Krakowskim: http://www.domiporta.pl/details,191,110863997-mieszkanie-Warszawa.asp

wtorek, 12 stycznia 2010

Więcej o potencjale...

Właścicielkę mieszkania przy Żelaznej nieco zaskoczył mój zachwyt nad klatką schodową. Ewidentnie wymaga remontu i generalnie na razie straszy (klatka, nie właścicielka ;-). Ale od czego wyobraźnia architekta...
Dzięki tejże zobaczyłam kiedyś potencjał w tym:






Po zaangażowaniu wyobraźni, życiowej energii i pożyczonych środków finansowych wyszło to:





czyli modne miejsce na Racławickiej (eh, ten Mokotów ;-) www.yogamedica.pl

Wirtualna wizyta: http://www.domoklik.pl/virtualtour.php?vt=domoklik_73

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Z potencjałem

Tak jakoś mam, że jak powiem, że nigdy czegoś nie zrobię robię to niedługo potem. Zaproszona do współpracy zawędrowałam ostatnio na Nowolipki. Żelazna róg Nowolipie konkretnie. Idąc chodnikiem przeszłam po wmurowanej weń tablicy upamiętniającej Getto. I co? I da się mieszkać! Mieszkanie ciekawe i idealnie ciche (a Al. Solidarności tuż, tuż...). Kamienica przedwojenna, po dokończeniu remontu będzie cacuszkiem (ach ta obszerna klatka schodowa na planie ośmiokąta! i z windą!). Cena zacna. Generalnie gratka dla amatora kamienic i... okazji inwestycyjnych. :-)
A skąd zmiana zdania na temat "zamieszkiwalności" tego terenu? Myślałam o tym sporo po wyjściu z mieszkania. Może to sąsiedztwo szpitala położniczego św. Zofii zmienia energię tego miejsca...

Więcej szczegółów: http://www.domiporta.pl/details,191,110967201-mieszkanie-Warszawa.asp

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Magiczny Mokotów

Różne fragmenty Warszawy wzbudzają we mnie różne emocje. Na przykład kwadrat Andersa-Al.Solidarności-Okopowa-Stawki jest dla mnie "martwy". I nie wiem na ile ma to związek z Gettem, które tu istniało a na ile z dziwnymi powojennymi budynkami i monumentalną, socjalistyczną urbanistyką... (monumentalizm w stylu modernistycznym jak na przykład budynek Muzeum Narodowego dla odmiany bardzo mnie "bierze"). W każdym razie nie mogłabym tam mieszkać (w czym nie jestem odosobniona - wiele osób zastrzega, że nie chce mieszkać na terenie dawnego Getta), do głowy by mi też nie przyszło otwieranie jakiegokolwiek "biznesu". No nie czuję i już...
Długie lata marzyłam o mieszkaniu na Starym Żoliborzu - klimatycznym, przytulnym i jakimś takim... artystycznym. Od kiedy jednak zamieszkałam na Mokotowie - wsiąkłam w Mokotów bez reszty. Mokotów jest silny i dystyngowany. Podobno najdłużej żyjący Warszawiacy to ci mieszkający na Mokotowie...
Na Mokotowie uwielbiam szczególnie kwadrat Woronicza-Niepodległości-Racławicka-Puławska. W trakcie spacerów w czasie wolnym i marszów w godzinach pracy z rozmarzeniem spoglądam w stronę willowych budynków. Ehhh... zamieszkać w jednym z nich...
Na dom nigdy nie będzie mnie stać (chociaż...nigdy nie można mówić nigdy ;-) ale... jest tu mieszkanie w zasięgu finansowych możliwości przedstawiciela klasy średniej (której podobno u nas nie ma ;-). Naruszewicza/Tyniecka. Lokalizacja - marzenie! Święty spokój wśród starodrzewia a do metra i Puławskiej rzut beretem. Szczegóły: http://www.domiporta.pl/details,191,110967198-mieszkanie-Warszawa.asp

Mariposa

I jeszcze w temacie deweloperki. Mariposa przy metrze Wawrzyszew (moje rodzinne strony :-)
Ktoś kiedyś narzekał, że ostatnie stacje to najbrzydsze bo najtańsze. Guzik prawda. Budynek mieszczący stację Wawrzyszew jest bardzo przyjemny. Wybudowany tuż obok budynek jest idealnym tłem-dopełnieniem:

E.Plater10

Generalnie deweloperki nie lubię. Nowe osiedla, musowo ogrodzone i mega bezpieczne nie mają duszy. Często mają też po prostu taką sobie architekturę (o rozkładach mieszkań nie wspominając). Ale są wyjątki. W trakcie krótkiego romansu z bezduszną korporacją z branży nieruchomościowej wyniosłam znajomość deweloperki - z duszą o dziwo. I z jakim widokiem! - www.emiliiplater10.pl
Budynek przy Emilii Plater 10 to ultra nowoczesna plomba wkomponowana w zabytkową zabudowę ulicy. Od pierzei skromna i zharmonizowana z otoczeniem, w środku zaskakuje. Z okien zajmujących całą ścianę każdego z mieszkań widok - w zależności od piętra - na śródmiejskie dachy (zatyka dech, ech...) lub na klimatyczne podwórko z malowniczym ceglanym murem. I znów moje ulubione kontrasty...






piątek, 24 lipca 2009

Ciemność widzę, ciemność czyli o świetle we wnętrzu

Dzisiaj w przerwie między secikiem genialnego sushi a deserem w postaci lodów z zielonej herbaty zahaczyłam o toaletę. Raz, że natura wzywała, dwa - toaleta w Kiku przy Senatorskiej 17/19 (www.kiku.pl) jest miejscem gdzie chętnie spędziłoby się więcej czasu niż te skromne 3 minuty. Ciemne, eleganckie elementy drewniane (dominujące w całym lokalu) plus przyćmione światło, kamyki tu i ówdzie (zen na tapecie) i cudowny zapach egzotycznych kwiatów. Nic tylko siedzieć i nie wychodzić. ;-)
Gdy patrzę w lustro w takim przybytku twarz mi się uśmiecha. Ale niekiedy nadmiernie pracowita pamięć przywodzi na myśl wspomnienie innej toalety. Toalety jak z koszmaru. Zielone, zimne światło, które bezlitośnie pokazywało każdy kawałek meszku na twarzy i pozostałości po wyprysku sprzed pięciu lat. Brrr. Nieważne gdzie. Never-ever.
Światło jest ważne. Nie cierpię światła górnego. A w miejscach gdzie się jada, wydala czy zespala z drugim człowiekiem (a także ćwiczy - ale o tym dalej) akceptuję tylko światło przyćmione - zmysłowe i intymne.
Kiedy projektowałam wnętrza Pracowni Dobrego Zdrowia(www.yogamedica.pl) celowo wybrałam ciemną kolorystykę ścian i ciepłe w barwie światło. Nie ma nic gorszego niż widok własnego (i cudzego - jestem estetką) ciała zaróżowionego od ćwiczeń w blasku zimnych lamp odbitym od zimnych ścian. Brr nr 2.

środa, 1 lipca 2009

Łazienkowe szaleństwo


W mieszkaniach i obiektach użyteczności publicznej zawsze najbardziej interesują mnie... łazienki i wucety. Nie wiem skąd ta słabość we mnie - jest i już. Swego czasu gdy z grupą kolegów architektów zwiedzałam w Berlinie zespół ambasad (perłę współczesnej architektury) głównie buszowałam po kibelkach właśnie.
Niejednokrotnie te małe świątynie intymności to perełki designu. Jak w pewnym mieszkaniu w inwestycji CASA VERDE przy Rakowieckiej. Właścicielka - o dziwo nie związana zawodowo z projektowaniem wnętrz - wyczarowała przy pomocy pracowitej ekipy górali takie dwa cuda właśnie. Eleganckie, funkcjonalne, w świetnych materiałach. Bardzo inspirujące...

Mieszkanie - przestronne, jasne, idealnie ciche, z łazienką-marzeniem - jest na sprzedaż. I jest tylko u mnie :-)

http://www.domiporta.pl/details,191,110707657-mieszkanie-Warszawa.asp

piątek, 19 czerwca 2009

Dlaczego warto zatrudnić architekta...


Uwielbiam kontrasty. W każdej dziedzinie życia. Dlatego gdy zobaczyłam to mieszkanie aż mnie zatkało. Warszawska Praga, kamienica z 1900 roku przy Targowej.
65 m2 zaprojektowane przez Polkę z Wielkiej Brytanii - Mirkę McNeill (Mirka McNeill Interiors). Aktualna cena to ok. 11 600 zł/m2. Dużo?... Nie! Laik potrafi remontować 50 m2 w spółdzielczym budynku z lat 50tych przez pół roku (!) i uzyskać efekt w postaci gołych (ale równych ;-) ścian za 100000 pln...(?!) Co łącznie z ceną zakupu daje... 11 600 zł/m2.
I to nie jest jedyny powód dlaczego remontując i aranżując mieszkanie powinno się zatrudnić architekta (lub przynajmniej skonsultować z nim najistotniejsze zagadnienia...). Więcej powodów:
http://www.mirkamcneill.co.uk

wtorek, 16 czerwca 2009

Mieszkaj z klimatem


Polska The Times

wtorek, 9 czerwca 2009

Jak u Andersena



Mam słabość do mieszkań w kamienicach... A ta kamienica przy Mokotowskiej jest szczególna - zimą, ośnieżona, wygląda jak z bajki Andersena, teraz wiosną - pięknie kwitną rododendrony. Po przejściu przez bramę ma się wrażenie jakby czas się zatrzymał... Przejażdżka zabytkową windą i jesteśmy w mieszkaniu. Aż się prosi czytanie bajek przy kominku w salonie, ech...

Wirtualna Wizyta: http://www.domoklik.pl/offer.php?id=87488

sobota, 30 sierpnia 2008

Zawód zaufania publicznego

Pośrednik nieruchomości nie jest zawodem, który cieszy się jakąś szczególną estymą w naszym społeczeństwie. Częsta opinia jest taka, że agencje "biorą pieniądze za nic". Rośnie jednak grupa osób, które doceniają to, że dzięki współpracy z pośrednikami szybciej, sprawniej i bezpieczniej sprzedali lub kupili nieruchomość. I w imię zaoszczędzonego czasu i nerwów są w stanie zapłacić za dobrą usługę.

Mało kto wie, że zasady pracy pośrednika reguluje Ustawa o gospodarce nieruchomościami a wykonywanie tego zawodu wiąże się z przestrzeganiem zasad etyki zawodowej (zawartych w 37 paragrafach!).

Dobry pośrednik (czy agent działający pod jego nadzorem) to osobisty doradca. To osoba, której można zaufać bo zna lokalny rynek i zawiłości prawne związane z przeniesieniem własności nieruchomości a dobro klienta jest dla niego wartością nadrzędną.

Cechy, jakie powinien mieć pośrednik w obrocie nieruchomościami, to cechy zbieżne z zawodami wyszczególnionymi jako zawody zaufania publicznego (wśród nich jest zawód architekta):

* wysokie kwalifikacje i kompetencje zawodowe poparte przygotowaniem praktycznym;
* czynności zawodowe wykonywane osobiście;
* szczególną więź o charakterze osobistym między wykonawcą, a odbiorcą świadczenia opartą na zaufaniu a nie tylko na wiedzy i kompetencjach,
* wysoki poziom moralny wykonawcy, wynikający z etosu zawodowego;

* samodzielność i niezależność w podejmowaniu decyzji;
* osobistą odpowiedzialność za należyte wykonanie świadczenia (zarówno materialną, jak i korporacyjną).

Dlatego uważam, że do dobrego wykonywania tego zawodu powinno mieć się coś na kształt "powołania". Ja mam. :-)